Racławice Parafia Narodzenia NMP

Historia

 

 

Komu biją dzwony

 

Chcielibyście bajki pachnącej żywicą, co się rozgrywa za górami, za lasami, hen, gdzieś pod jurajską pieczęcią z wapiennych ostańców. Marzyłby się wam król, marzyła królewna, a i paziem wszak byście nie pogardzili. Tak to jednak z bajkami bywa, że straszą bardziej niż żmudna rzeczywistość. I naprawdę nie o to chodzi, że król to z cukru jest, paź z piernika, a jedynie z marcepana królewna. Pomyślcie: oto dolina Czubrówki, która za chwilę zmieni się w Racławkę, oto Powroźnikowa Skała ze wspinaczami i krzakami głogu, a w samym środku przycupnął sobie kościółek parafialny, niby chatka na kurzej stopce. Z jednej strony wiecie, że miejsce święte i owiane drewnianym nimbem gotyku, a z drugiej wolicie zmrużyć oczy i poszukać pod powiekami skrzeczącej Baby Jagi. Kruki z pagórów nasłuchują waszych lęków, choć pewnie wolałyby pogonić jakieś dziewice. Chochliki z gnomami śpią na waleta w Jaskini Racławickiej, gdzie woda, zimno i cztery gatunki nietoperzy. Strzegą pamięci tych, którzy byli zbyt odważni i w wieczne zapuścili się korytarze. A może po prostu zbytnio zaufali znanej śpiewce: „i żyli długo i szczęśliwie”.

            Racławic ci u nas dostatek, w Małopolsce szczególnie, z tymi od Tadeusza Kościuszki na czele. Ale dobrze mnie zrozumcie: takie Racławice jak te, o których tu mowa, są tylko jedne jedyne. Zahaczone o Wyżynę Olkuską niczym o skalny występ, wtórują paczółtowickim golfistom, wędrowcom urzeczonym świetlistymi wąwozami Doliny Racławki i tułaczom na jednośladach, co woleli skrótem popedałować wśród malowniczych łąk w stronę Zawady i Gorenic, o iglicach gminnej Przegini nie wspominając. Owszem, wsi ze starożytnymi odłupkami i skorupami glinianymi wydobywanymi z gleby nie jest mało. Takich, co prawu niemieckiemu zawdzięczają powstanie w XIV wieku, także sporo, jak i tych, których sołtysi mieli młyny, karczmy i gospodarstwa wolne od czynszów. I nawet jeśli dochodzące z żydowskiego szynku „awantury i okrzyki pijaków zakłócały nabożeństwa”, to przecież także nie było to niczym nadzwyczajnym. Za to nie o każdej wsi można napomknąć, jak zrobił to pewien kanonik kielecki dwa lata przed wybuchem wielkiej wojny, że to arkadia, baśniowa kraina wyżłobiona pospołu przez Stwórcę i zjawiska krasowe: „Jakże wspaniała jest natura tego miejsca, jak widoczna wszechmoc Boża. Góry, doliny, rzeki, lasy, brzegi i skały wysokie. To jest obraz najznakomitszego malarza godny”.

 

            Co racja, to racja, księże dobrodzieju: kiedy nałykacie się już drogocennych kropel z wywierzysk i wleziecie na wszystkie okoliczne ostańce, z których widoki lepsze niż ze szczytu Czomolungmy, trudno przecież wrócić między śmiertelnych. I znów to samo, znów pod powiekami śmigają wam konni Moskale oraz miejscowi szwarcujący okowitę i broń. Znów jeden z rosyjskich żołnierzy w pogoni za niesfornym skrytopijcą błądzi w stromych lasach i spada ze skały. Między drzewami wciąż znajdujecie tajemnicze kurhany. Ale to wcale nie jest bajka, możecie otworzyć oczy. Przez prawie sto lat, do 1914 roku, Racławice były miejscowością graniczną między zaborem rosyjskim i austriackim. Racławice i Gorenice należały do Królestwa Polskiego, Paczółtowice zaś do ziem Franciszka Józefa. Stąd posterunki rosyjskich żołnierzy. I życiorysy przecięte linią usypanych w lasach i na polach kopców, które zaczęły się zrastać dopiero po wybuchu wojny. Zrastać albo i nie zrastać, w końcu to prawda, a prawda jest przecież bardziej bajkowa od niejednej bajki.

            Polegujecie sobie z rękami założonymi na mchach i kosaćcach. Wdychacie wilgoć z krasowych lejów i wież. Nie wiecie nawet kiedy przychodzi do was wąsate licho i wygrywa do ucha wojenne fanfary. To Józef Piłsudski, idący ze strzelcami od Krzeszowic na Miechów 7 sierpnia 1914 roku i torujący szlak kolejnym kompaniom. Granicę sforsowano, strażników rosyjskich pogoniono, niektórych wzięto do niewoli, żeby posiedzieli sobie na ziarnku grochu. Krasnale podszeptywały wyjścia awaryjne, jak to z pieniędzmi ukrytymi w Nowej Górze, którymi można by się było wykupić, ale nikt nie uwierzył. Choć tu i ówdzie widziano kopiących. Wprawdzie zamiast skarbu racławiczanie wykopali słup graniczny, ale i tak byli zadowoleni. Polscy i austriaccy żołnierze mniej: „Ludność nie przyjęła nas z obiecanym entuzjazmem, obojętna, nawet niechętna. Kupić trudno było. Krzyk i skargi przed komendantem kobiety, że jej za gęś zapłacili tylko dwa złote i wiele innych pretensji”. Oj, bidny wojaku. To nie dziewczynka z zapałkami, co to, to nie. Wolność, panie, trudna rada. Zwłaszcza że nie wiadomo, z czym to się je, jak smakować te delikatesy, skoro czasu nie ma, dym i huk: wieś ostrzeliwana z obu stron. Biją Rosjan, płoną jedna w drugą chałupy i lasy, a proboszczowi zabrano kilka koni.  

            Konie końmi, ale stawka jest większa. Idzie o dzwony. W październiku 1916 roku mieszkańcy Racławic ukryli kościelne dzwony, obawiając się, że Austriacy będą chcieli je skonfiskować i przetopić na broń, jak to się stało w Paczółtowicach. Wielu z nich uwięziono i brutalnie przesłuchiwano. Nie pisnęli słówka, ale na wszelki wypadek dzwony były ze trzy razy przenoszone z miejsca na miejsce. Magiczny kafar działał cuda, quasi-ludwisarskie taśmociągi woziły dzwony tam i z powrotem, nadludzkie siły wstępowały w zwykłych mieszkańców chroniących dobytku przed przeszukiwaniami. Waligóra z Wyrwidębem czekali w pogotowiu, obgryzając pazury. Po nic. Dzwony zakopano tak skutecznie, że potem długo nie dało się ich odnaleźć. Jeden z drugim opowiadali, że wyrosły z nich majestatyczne dęby czy lipy, inni widzieli jakoby dzwony się urwały z uwięzi i potoczyły niczym kule śniegowe do Czubrówki, a nurt zabrał je do Rudawy, Wisły i hen do Bałtyku. No, chyba że po drodze pożarł je wieloryb-celebryta z gazety, wygrzewający się na mazowieckiej łasze. Ale to całkiem inna bajka. Teraz dzwony, odnowione przed ponad dekadą, siedzą sobie w dzwonnicy jak szpaki w dziupli.

            Szukacie skarbów w lessowych parowach, z rzeszotem śledzicie nurt Czubrówki, ale zamiast dzwonów ze szczerego złota trafić wam się może najwyżej jakiś Żabi Król z żelaznym Henrykiem do pary. Skarbów to w ludziach szukajcie, nie w rzeczce. Bo musicie przyznać, że tacy mieszkańcy to skarb sam w sobie: odwagi im staje i uporu w działaniu. Jak wtedy, gdy 18 lutego 1918 roku zamanifestowali swój sprzeciw wobec decyzji państw centralnych, które oddały ziemię chełmską Ukrainie. Gdzie ziemia chełmska, a gdzie Racławice! A jednak, duch w narodzie nie ginie, więc należy do ducha strzelać, i do ciała zatem też, nawet do ciał pięciu, jak zrobił to podczas demonstracji pod kościołem pewien austriacki żołnierz, którego świerzbił karabin. Za karę przemienił się w obrzydliwą żabnicę i przepadł hadko wśród rozłogów, ziejąc siarką i mnąc pod mięsistym wyrostkiem na kształt haczykowatego nosa najstraszliwsze przekleństwa. Potem chyba gdzieś tam z zaświatów nasłał na wieś epidemię tyfusu, a i epidemia ospy z 1915 roku to na pewno też jego sprawka. Mieszkańców chowano na cmentarzu parafialnym, austriackich żołnierzy w osobnych mogiłach, po łąkach i lasach. Na wzgórzu z Łysą Skałą do tej pory straszą jak upiór w operze ich widziadła w cesarsko-królewskich mundurach trącające się kuflami z pienistym napojem środkowoeuropejskich bogów.

             No i szkoła, panie, panowie, kaganiec oświaty w wolnym kraju! Głód, karty chlebowe dla mieszkańców, rolnicy zakładają ruchy spółdzielcze, ale głód wiedzy wcale nie mniejszy! Wojna trwa jeszcze w najlepsze – choć właściwie wojna nigdy nie trwa w najlepsze, co najwyżej w najgorsze może – a rok szkolny 1917/1918 otwiera się zgodnie z planem. Zaświadczają o tym zachowane dzienniki lekcyjne sprzed stu lat, odporniejsze na wirusy niż współczesne dzienniki elektroniczne i inne platformy edukacyjne, unicestwiane byle pożarkiem w serwerowni. Skądinąd, w trzech domach, użyczonych na potrzeby szkoły, aż iskrzyło i dymiło od krzewienia polskości, nie mówiąc o krzewieniu tabliczki mnożenia i kolorowych plam zdobiących tę czy inną mapę; raczej inną, bo z mapami tak jest, że rzadko kiedy grzeszą nadmierną aktualnością. Jak donosiła „Kronika Powiatu Olkuskiego”, przy każdej okazji wpajano dzieciom „poczucie godności narodowej, zamiłowania do tradycji i przeszłości historycznej”. Starszym niby też wpajano, choć im to chyba nie było trzeba powtarzać dwa razy. 4 i 5 maja 1918 roku zorganizowano uroczystości z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja: „Uroczystość ta wycisnęła niezatarte piętno w sercach ludu”, donosi gazeta. Ba! Całe Racławice deklamowały, słuchały, jednoczyły się. Tylko Kopciuszka nie było, bo zabalował.

            Pniecie się po ostrych ścianach skał – Markowej, Krzyżowej, Kozłowej, bo Powroźnikową znacie jak własną kieszeń – i opasani lonżami, z magnezją niczym święconą wodą za pasem, chwyt po chwycie zbliżacie się do strzelających słonecznymi promieniami niebios. I zacnie czynicie, choć zacniej jeszcze i równie dziarsko byłoby wspiąć się po innych zgoła stopniach z kamienia, stopniach kościołowych. Kiedy jurajskie rozleniwienie wśród reliktów Kultury Oryniackiej już wam przejdzie i dadzą wam spokój sosnowe duszki, stańcież twarzą w twarz z domkiem na kurzej stopce. No ale Baba Jaga! Dość już, nicponie: Babie Jadze bana wlepcie, nie nudźcie już, bo nie pora. Kiedy otworzycie zalepione żywicą oczy, ukaże się wam przepiękny drewniany kościół, zbudowany, jak wskazują wykonane w ostatnich latach badania drewna, najprawdopodobniej w 1516 roku. Późnogotycka świątynia uchowała się w prawie zupełnie niezmienionej architekturze, oparła się wichrom dziejów, zębom czasu, wezbranym wodom Czubrówki i to jest bajka prawdziwa, najprawdziwsza, bajka o patronacie, ha, matronacie raczej, Najświętszej Maryi Panny, roztoczonym ze wzgórza na całe Racławice, od Króbki po Las Żarski. Kościół stoi, jak stał, stara wieża dzwonnicza stoi, jak stała, choć ona to nawet starsza i wcześniejszemu kościołowi pewnie służyła.

            Konstrukcja kościoła w Racławicach została wzniesiona głównie z jedliny, starsza o ponad sto lat wieża jest dębowa. Cuda współczesnej dendrochronologii, pozwalające profesorowi Markowi Krąpcowi z AGH na stwierdzenie, że drewno jodłowe z korpusu kościoła pozyskano „w okresie przerwy wegetacyjnej (od jesieni 1515 do wiosny 1516 AD). Wykorzystano również krótko sezonowane drewno z 1513 AD”, dorównują nieomal cudom artystycznego kunsztu, jakie skrywają ponad sześćsetletnie belki. Belki będące niezrównanym dokumentem epoki: podczas jednej z renowacji odkryto imiona wyryte w drewnie w łacińskiej postaci. Przypuszcza się, że Martinus Iosephus Katazynski i Albertus to sygnatury budowniczych, którzy antycypowali swojskie „tu byłem” pokrewnym „tu ryłem”. Belki to jedno, ale to, co obramowują, czego zazdrośnie strzegą przez ciekawskimi, zasługuje na odrębną opowieść. Alicjo, źle żeś zrobiła, pchając się do króliczej nory, wskakując w lustro jak do basenu w akwaparku. Widzisz, słodziutka: po drugiej stronie jodłowych belek roztoczyłaby się przed tobą kraina czarów nieporównywalnie czarowniejsza od wszystkich innych razem wziętych.

            Ale wyście, drogie i drodzy, ufniejsi od Alicji. Owiani chłodem wnętrza wkraczacie do kościelnej nawy jak grotołazi odkrywający kolejne komnaty Jaskini Racławickiej, zwanej również Grzmiączką. Faktycznie, tu, jak tam, grzmią cisza i chłód. Czujecie się jak w kapsule czasu. Nieśmiertelni święci jadą z wami, jedzie Marcowy Zając i jadą śmiertelni, których epitafia widnieją na ścianach kościoła, jak to z XVII wieku, które wzywa was do „pobożnego ciężaru modlitwy” za duszę proboszcza Andrzeja Strzałkowskiego. Puste krypty jadą, jedzie płaskorzeźba wąsatego rycerza z dłonią podtrzymującą głowę i eleganckim hełmofonem na podorędziu. Siedemnastowieczne rzeźby Chrystusa na krzyżu też się zmieściły, podobnie jak późniejsze krzyże, świeczniki, relikwiarz i skarbona. Cztery barokowe ołtarze, w tym ołtarz główny z łaskami słynącym obrazem Matki Bożej z Dzieciątkiem z połowy XVII wieku, są jak dziób i rufy, jeśli waszą kapsułę można by nazwać okrętem. Skoro „nawa”, to okręt, nie może tu być pomyłki.

            Drewniane figurki z lipowego drewna, pochodzące przypuszczalnie z wyposażenia poprzedniego kościoła, z wami nie jadą, bo siedzą sobie wygodnie w krakowskich muzeach. Piękne tryptyki i poliptyki, które zdobią ściany kościoła, sprawiają, że jakoś wam raźniej. Dobra, ale jak nie miałoby wam być raźniej z takimi Świętymi Dziewicami, co tryptykowe skrzydła pielęgnują od 1473 roku? W porządku, obrazy to jedno, natomiast to, co naprawdę zapiera wam dech w kapsułowej piersi, znajduje się wprost na ścianach kościoła, jak malowidła naskalne w grocie w Lascaux: polichromia. Najstarsze informacje o polichromii pochodzą z 1617 roku. Niszczejąca, w końcu zamalowana, w latach 50. XX wieku została odkryta i odnowiona, co się chwali, bo wrażenie jest imponujące. Obok elementów ornamentalnych w korpusie, prezbiterium oraz na cokole, zalecających się do was zielenią i rudością roślin i niby-geometrycznych deseni, kapsuła czasu pokryta jest malunkami figuralnymi. W prezbiterium oglądacie prawdziwie nowoczesny komiks. Bajkę w obrazkach, co przybyła do was z zaświatów. Sceny maryjne, portrety ewangelistów, sceny chrystologiczne, które zdobią cały kościół – wszystkie zamknięte w prostokątne kwatery do złudzenia przypominające komiksowe okienka. Moglibyście podróżować wśród kolorowych malunków stąd do wieczności, ale nie ma co wpadać w zachwyty, bo skromność lepiej widziana jest wszak od ostentacji, zwłaszcza w takim miejscu, nawet jeśli Kot z Cheshire miałby na ten temat inne zdanie.

Speleologiczne zacięcie każe wam spoglądać pod nogi w poszukiwaniu stalagmitów, ale żeby docenić to, co wyrasta ponad inne figury, musicie zadrzeć wzrok: pochodząca z czasu budowy kościoła Grupa Ukrzyżowania patrzy na was z belki biegnącej nad nawą główną. Chrystus, Matka Boska Bolesna, Maria Magdalena i Jan Ewangelista schronili się przed ziemskim przyciąganiem u sklepienia, skąd mają niezły ogląd na barwne dekoracje chóru i ambony. Kapsuła pędzi z nimi, pędzi z wami przez wieki i wcale nie chce się zatrzymać. Niemniej pamiętajcie, że do waszej dyspozycji pozostaje parę wyjść ewakuacyjnych, portali zwieńczonych „oślimi grzbietami”, zdobnymi obramieniami przypominającymi odwrócone złote nawiasy, albo którąś z awangardowych kreacji Szalonego Kapelusznika. Hej, a może to raczej jedyny ząb Baby Jagi?

W końcu wychodzicie z groty, z kapsuły, z krainy czarów i spod boskiego komiksu. Nic nie trwa wiecznie i wasza eskapada też dobiega końca. Na końcu takiej bajkowej opowieści zwykł się czaić morał. Omiatacie wzrokiem jurajski krajobraz, niespiesznie szperacie w skale. Czasami wydłubiecie jakąś pamiątkę po jednej czy drugiej wojnie, na kartoflisku wykopiecie części radzieckiego czołgu, monetę starą uświadczycie czy skorupę. Macie przecież niestrudzonego Kazimierza Tomczyka z kolegami, którzy dbają o pamięć Racławic i okolicznych sołectw, piszą książki, fotografują, gromadzą cenne zbiory. A jednak łapie was jakaś niesprecyzowana tęsknota za wolnością od morału. Chcielibyście bajki pachnącej żywicą, co się rozgrywa za górami, za lasami, hen, gdzieś pod jurajską pieczęcią z wapiennych ostańców. Marzyłby się wam król, marzyła królewna, a i paziem wszak byście nie pogardzili. Tak to jednak z bajkami bywa, że straszą bardziej niż żmudna rzeczywistość.

                                                                                                                              Jakub Kornhauser

 

 

Rys historyczny parafii
Racławice

          Najstarsze źródłowe potwierdenie istnienia wsi i parafii Racławice pochodzi z 1325 roku. Źródła historyczne milczą na temat pierwotnego kościoła. Nie wiemy, kto był jego fundatorem, ani też co się z nim stało. Nie zachowały się też dokumenty mówiące o fundatorze obecnej świątyni, zbudowanej, jak podają dawne przekazy, w 1511 roku. Kościół w Racławicach pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny należy do grupy późnogotyckich świątyń drewnianych. Od wschodu znajduje się trójbocznie zamknięte prezbiterium, a od strony zachodniej nawa, którą poprzedza nieco później dobudowana wieża. Przy prezbiterium, od północy znajduje się zakrystia, zaś od strony południowej kruchta (babiniec) pochodząca z połowy XIX wieku. Ważnym elementem wzbogacającym bryłę kościoła były tzw. soboty, które zlikwidowano podczas remontu świątyni w II połowie XIX wieku. Soboty były przeznaczone przede wszystkim do ochrony podwalin kościoła, ale też służyły jako miejsce schronienia dla wiernych oczekujących na nabożeństwo.

 

         Polichromia wnętrza kościoła jest datowana na początek XVII wieku. Malowidła ścian w nawie przedstawiają sceny z życia i męki Pańskiej, zaś w prezbiterium obrazy Maryjne i postacie świętych. Kompozycja polichromii nawiązuje do średniowiecznej dekoracji, tworzącej tzn. Biblia pauperum (Biblię dla ubogich).

 

         W kościele znajdują się cztery ołtarze. Główny ołtarz, poświęcony Patronce kościoła, powstał w II połowie XVIII wieku. W ołtarzu znajduje się obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, z połowy XVII wieku, zaś na zasuwie obraz św. Jakuba. W przeszłości Obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem słynął łaskami i był otoczony kultem i czcią miejscowej ludności. Pozostałe trzy ołtarze boczne powstały w latach 1700 -1703. Są to ołtarze: w. Andrzeja po stronie lewej i św. Piotra po prawej. Trzecim jest ołtarz Ukrzyżowania, umieszczony przy ścianie północnej. Ołtarz został ufundowany dla Bractwa Ubogich Chrystusa Pana, które powstało w parafii w 1609 roku. Członkowie tego Bractwa zajmowali się chorymi, którzy przebywali w przytułku ubogich, tzw. szpitalu.
          Do siedemnastowiecznego wyposażenia świątyni należy ambona, chór muzyczny, a także płyta nagrobna rycerza herbu Rawicz.
          Na początku XV wieku istniała w Racławicach szkoła parafialna. Potwierdzają jej istnienie wizytacje kościoła przeprowadzone w latach 1598-1663. W późniejszym okresie działalność szkoły ustała, aż do początku XIX wieku.
W obrębie kościoła znajdował się pierwotny cmentarz. Zmarłych grzebano na zewnątrz, jak i wewnątrz kościoła.. Cmentarz przykościelny pełnił swoją funkcję do 1841 roku, tj. do czasu otwarcia obecnego cmentarza.
Obok świątyni znajduje się plebania z 1920 roku. Przy kościele stoi metalowa dzwonnica wykonana w 1966 roku, później obita deskami. Są na niej zawieszone trzy dzwony, z których najstarszy pochodzi z 1632 roku. Podczas I wojny swiatowej parafianie ukryli dzwony prze rekwizycją, za co spotkały ich represje ze strony żandarmerii austriackiej. W czasie II wojny światowej również ukryli jeden dzwon, największy.

 

           W latach 1987-1988 w Czubrowicach wybudowano kaplicę, pod wezwaniem św. Jana Marii Vianney’a. Kapica została poświęcona 9 października 1988 roku przez bpa Jana Szkodonia. Od połowy lat 80. ubiegłego wieku na pograniczu wsi Czubrowice –Racławice, na tzw. Skałach w okresie Wielkiego Postu odprawia się Drogę Krzyżową przy stacjach-kapliczkach postawionych w terenie. Nieoficjalnie nazywa się to miejsce Kalwarią Czubrowicką.

 

          Od XIV wieku okręg parafialny oprócz Racławic i Czubrowic obejmował też wsie: Szklary i Zawadę. W tym składzie dotrwa do II połowy XX wieku., kiedy od parafii odłączono Zawadę a potem Szklary. Kościół był kilkakrotnie remontowany. Źródła historyczne z XIX wieku wspominają o remontach w latach 1811-1813, 1830 i 1867-1872. kolejne gruntowne remonty kościoła miały miejsce na początku lat 60. i 90. ubiegłego wieku. W II połowie XX wieku kilka razy odnowiono również zabytkowe wyposażenie świątyni.

 

 

SPIS KAPŁANÓW PRACUJĄCYCH  W PARAFII RACŁAWICE

           Księża Proboszczowie:             

1. Ks. Jan, wzmiankowany w 1325 r.

2. Ks. Piotr, wzmiankowany w 1397 r.

3. Ks. Maciej, wzmiankowany w 1419 r.

4. Ks. Stefan, wzmiankowany w 1529 r.

5. Ks. Bartłomiej z Rawy, wzmiankowany w 1541 r.

6. Ks. Jan Broniszewski, wzmiankowany w XVII w.

7. Ks. Jakub Radomski, wzmiankowany w 1629 r.

8. Ks. Jakub Zardecki, wzmiankowany w 1629 i 1632 r.

9. Ks. Krzysztof Tyliszewski, wzmiankowany w 16509 i 1676 r.

10. Ks. Andrzej Strzałkowski, 1684-1705 r.

11. Ks. Jan Antoni Kryski wzmiankowany w 1705 r.

12. Józef Marek Sypniewski, wzmiankowany w 1745 r.

13. Ks. Jakub Kossecki, 1750-1764

14. Ks. Józef Dzianotti, 1764-1797

15. Ks. Józef Kromkay, 1801-1806

16. Ks. Jan Tymiński, 1806-1833 r.

17. Ks. Aurelii Polakiewicz, wzmiankowany w 1833 (administrator)

18. Ks. Teofil Szpinalski, 1833-1835 (administrator)

19. Ks. Antoni Szczepanowski, 1835-1853

20. Ks. Felicjan Słomczyński, 1854-1892

21. Ks. Florian Lewicki, 1892 (administrator)

22. Ks. Jan Szumilewicz, wzmiankowany w 1892 r.

23. Ks. Edward Gacki, 1900-1911 r.

24. Ks. Leon Żelawski, 1911-1917 r.

25. Ks. Julian Król, 1917-1932 r.

26. Ks. Jan Kwapień, wzmiankowany w 1933 r.

27. Ks. Stanisław Pogłódek, 1933-1940 r.

28. Ks. Władysław Szafraniec, 1940-1947 r.

29. Ks. Józef Kubrak, 1947-1968 r.

30. Ks. Bolesław Kołacz, 1968-1977 r.

31. Ks. Ignacy Górka, 1977-1978 r.

32. Ks. Adam Ogarek, 1980-1989 r.

33. Ks. Antoni Bzdyl, 1989 r.

34. Ks. Jan Latowski, 1989-1993 (administrator)

35. Ks. Andrzej Wąchała, 1993- 2000 r.

36. Ks. Jan Molanda, 2000-2013 r.

37. Ks. Jacek Miodek, 2013 - nadal

 

 

            Księża wikariusze:

1. Ks. Błażej St. Giemiński, wzmiankowany w 1684 r – wikary

2. Ks. Kazimierz Wątorkiewicz, wzmiankowany w 1772 r.

3. Ks. Franciszek Bykowski, wzmiankowany w 1780 r.

4. Ks. Antoni Jan Prądzikiewicz, wzmiankowany w 1783 r.

5. Ks. Norbert Małecki, 1786-1788 r.

6. Ks. Wawrzyniec Strączyński, wzmiankowany w 1795 r.

7. Ks. Tomasz Grzegorzkiewicz, wzmiankowany w 1797 r.

8. Ks. Jan Ballar, wzmiankowany w 1822 r.

9. Ks. Jan Romer, wzmiankowany w 1825 r.

10. Ks. Wincenty Gaździński, wzmiankowany w 1829 r.

11. Ks. Marcin Biegański, wzmiankowany w 1829 r.

12. Ks. Norbert Szporysz, wzmiankowany w 1839 r.

13. Ks. Ignacy Wałkiewicz, wzmiankowany w 1832 r.

14. Ks. Stanisław Myśliński, wzmiankowany w 1833 r.

15. Ks. Stanisław Kot, 1942-1944 r.

16. Ks. Antoni Jarnot, 1944-1946 r.

17. Ks. Piotr Bugaj, 1958-1960 r.

18. Ks. Kazimierz Ostrowski, 1960-1962 r.

19. Ks. Stanisław Chynek, 1962-1964 r.

20. Ks. Stefan Chamerski, 1964-1965 r.

21. Ks. Ryszard Jankowski, 1965-1968 r.

22. Ks. Jan Fudala, 1968-1971 r.

23. Ks. Wiesław Karkoszka, 1971-1972 r.

24. Ks. Józef Pochopień, 1972-1975 r.

25. Ks. Ludwik Węgrzyn, 1975

26. Ks. Roman Pindel, 1984-1985 r. (mianowany biskupem16.11.2013)

27. Ks. Jan Latowski, 1985-1989 r., (później jako administrator)

28. Ks. Stanisław Wątorski, 1990-1991 r.

29. Ks. Bogdan Dudek, 1991-1993 r.

30. Ks. Marian Gronowicz, 1993-1996 r.

31. Ks. Marian Jakub Adamik, 1997-1999 r.

32. Ks. Jacek Hałat, 1999-2004 r.

33. Ks. Józef Antałczyk, 2004-2007 r.

34. Ks. Jarosław Kulka 2007 r.

35. Ks. Ryszard Matuszyk, 2013 - nadal

 

 

Msze św. w niedziele:


8.00,    11.00,   16.00

dodatkowo 12.15 od listopada do Wielkanocy


Kaplica w Czubrowicach:

sobota 18.00, niedziela 9.30

 

 

Dni powszednie:
             

W  Racławicach:

w poniedziałki, środy i piątki:
      17.00 (bądź 19.00)

(17.00 od września do Wielkanocy 

19.00 od Wielkanocy do sierpnia)

wtorki, czwartki i soboty:
       7.00 (przez cały rok)

 

KANCELARIA: czynna codziennie w dni powszednie, po Mszy św. w Racławicach

Wirtualny spacer